Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 3 ] 
Drukuj
Autor Wiadomość
PostNapisane: 7 lis 2013, o 10:37 
Guru
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 sie 2012, o 18:30
Posty: 1291
Podziękowań: 552
Bhante Henepola Gunaratana, Medytacje buddyjskie, tłum. Barbara Mińska, Studio Astropsychologii, Białystok 2013, s. 232.

Proza życia: uciekamy przed cierpieniem, gonimy za zaspokojeniem. Codziennie, na tysiące sposobów. Nasze kroki są bardziej automatyczne niż świadome, dlatego to, co uznajemy za rzeczywistość, mądrzy ludzie słusznie nazywają snem. Jesteśmy uzależnieni od myślenia, ustawicznie odciągającego nas od teraźniejszości, której wagi nie jesteśmy w stanie należycie docenić. Rozpamiętujemy przeszłość, martwimy się o przyszłość, oddając się na pastwę stresu, rozmaitych lęków, destrukcyjnych emocji i depresji. Tracimy zdrowie i witalność, uczestnicząc w szaleńczym wyścigu szczurów – biegu przegranych. Tęsknimy za szczęściem, jednak działania, jakich się podejmujemy, nierzadko egoistyczne i skierowane przeciw innym, skutecznie nas od niego odsuwają. Remedium na ten stan rzeczy jest tylko jedno: obudzenie się ze snu, czyli przytomne życie.

Obudzeniu się służy praktyka uważności (ang. mindfulness), „odkryta” na ziemi indyjskiej przez Siddhatthę Gotamę, znanego jako Budda, dwa i pół tysiąca lat temu, a od końca ubiegłego wieku coraz bardziej popularna i doceniana w świecie zachodnim. Na niej opiera się tzw. trzecia fala psychoterapii poznawczo-behawioralnej, z niej czerpie garściami psychologia pozytywna. Badania naukowe prowadzone w różnych ośrodkach na całym świecie potwierdzają niezwykłą efektywność tej prostej medytacji.

Praktyka uważności, uobecniająca się zarówno podczas siedzącej sesji, jak i w trakcie wykonywania codziennych czynności, jest wprawdzie technicznie prosta, ale wymaga czasu, wysiłku i determinacji. Ma różne warianty, lecz jeden rdzeń. Polega ona – mówiąc w skrócie – na byciu świadomym wszystkiego, co się w danej chwili w nas i wokół nas wydarza. Bez osądzania, bez chwytania, z pełną akceptacją.

Książka, która stała się pretekstem do napisania tych słów, stanowi próbę (udaną) przybliżenia praktyki uważności. Jej autor, Bhante Henepola Gunaratana (ur. 1927), mnich buddyjski tradycji therawada, mieszkający od 1968 roku w Stanach Zjednoczonych, opublikował ją po raz pierwszy na Zachodzie przed dwudziestu laty. Od tamtego czasu zyskała uznanie odbiorców, zarówno tych obytych w temacie, jak i dopiero rozpoczynających swoją przygodę z medytacją uważności. Ostatnie wydanie książki, pochodzące z roku 2011, na którym się opiera przekład polski, jest nieznacznie zmienioną wersją pierwodruku; prócz dokonania drobnych korekt tekstu, dołączono do niego posłowie, poświęcone kochającej życzliwości (metta).

Omawiana pozycja zawiera szesnaście niedługich rozdziałów. Dowiadujemy się z nich: (1) dlaczego warto medytować; (2-3) czym medytacja nie jest, a czym jest; (4) z jakim nastawieniem należy podchodzić do praktyki medytacji; (5) na czym polega właściwa praktyka; (6-7) jak należy obchodzić się z ciałem i umysłem w jej trakcie; (8) na co należy zwrócić uwagę podczas planowania sesji medytacji; (9) od czego każdą sesję rozpoczynać; (10-12) jak sobie radzić z problemami i rozproszeniem podczas medytowania; (13-14) czym jest uważność (sati), a czym koncentracja (samatha); (15-16) w jaki sposób medytacja odzwierciedla się w życiu codziennym i jakie przynosi efekty.

Intencją autora, wyrażoną w przedmowie i ujętą w tytule angielskim (Mindfulness in Plain English), było przekazanie czytelnikom wiedzy o medytacji wglądu (vipassana) w prostych słowach, ale bez zbytnich uproszczeń. Trzeba przyznać, że rzecz ta udała mu się znakomicie. Niestety, tłumaczenie wrażenie to nieco psuje.

Zacznijmy od polskiego tytułu: „Medytacje buddyjskie”. Zastanawia użycie w nim liczby mnogiej, kontrastującej z tytułem oryginalnym oraz treścią książki, na której kartach autor zajmuje się „wyłącznie stylem medytacji vipassana, nauczanym i praktykowanym w południowo i południowo-wschodnim buddyzmie” (s. 223). Dalej, zdarzają się literówki i błędy interpunkcyjne, a nawet ortograficzne. Brak odmiany terminów palijskich, nie zawsze skądinąd prawidłowo zapisanych, również nie może być policzony na plus. Niektóre zdania sprawiają wrażenie jakby były tłumaczone naprędce, ich toporność, będąca po części wynikiem niewłaściwego doboru słów, trochę bije po oczach. Nadto kilka razy dochodzi do poważniejszych wpadek translatorskich. Jeden z podstawowych terminów buddyjskich: „bezjaźniowość” (p. anatta; ang. selflessness) niemal cały czas jest przekładany jako „bezinteresowność” (sic!). To samo słowo (insight) w identycznych kontekstach znaczeniowych bywa oddawane za pomocą różnych terminów, niekiedy wzajemnie się wykluczających. Zamieszanie powstaje też z wyrazem mindfulness. W rodzimym piśmiennictwie (także fachowym) znaczy ono tyle co „uważność”. Tymczasem tłumaczka obstaje przy słowie „świadomość”. Rzecz w tym, że autor na określenie świadomości używa dwóch innych wyrazów: awareness oraz consciousness, i często umieszcza któryś z nich w jednym zdaniu ze słowem mindfulness. Tłumaczka wówczas albo jedną „świadomość” w przekładzie opuszcza, albo pozwala „urodzić się” takiemu oto dziwnemu (nic nie mówiącemu) werbalnemu tworowi: „Ta ulotna, delikatna chwila czystej świadomości [awareness] jest świadomością [mindfulness]” (154). Na koniec rysu krytycznego przytoczę dwa krótkie stwierdzenia, w których słowo „zen” – rodzaju bynajmniej nie żeńskiego – zostało „sfeminizowane” (znak czasów?): „Zen jest trudna. Jest skuteczna w przypadku wielu ludzi, ale jest naprawdę ciężka” (39).

Cóż, lektura tak przełożonej książki również nie jest (momentami) lekka. Ale, jak się okazuje, nie niemożliwa. Kiedy językowe przeszkody – mówiąc pół żartem, pół serio – uczyni się częścią swojej praktyki, łatwiej przebrnąć przez skażone nimi partie tekstu. Pocieszające, że Bhante Henepola Gunaratana opisał medytację uważności tak dobrze, że jej duch, mimo wspomnianych uchybień, jest w przekładzie stale obecny. Dlatego, uczulając czytelników, aby byli podwójnie uważni w trakcie czytania o uważności, polecam sięgnięcie po tę cenną pozycję.


Autorem recenzji jest searle. Książkę możecie znaleźć na stronie wydawnictwa Studio Astropsychologii

_________________
http://www.nemeste.wordpress.com
http://www.duchowoscosobista.wordpress.com


 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 7 lis 2013, o 17:53 
Obrazek


  
 
PostNapisane: 8 lis 2013, o 10:19 
Zakorzeniony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 paź 2013, o 19:07
Posty: 9
Podziękowań: 11
Za słowem „medytacja” kryją się różne znaczenia. Także na niejednorodnym gruncie buddyjskim, do którego dwóch reprezentatywnych postaci (i nurtów) w tym miejscu się ograniczę. Będzie to nawiązanie do zamieszczonej powyżej recenzji i umieszczonego pod nią „hasłowego” plakatu.

Bhante Henepola Gunaratana jest przedstawicielem therawady, natomiast Dilgo Khjentse Rinpocze – szkoły ningma buddyzmu tybetańskiego. Pierwszy z nich naucza (o) medytacji wglądu – siedzącej lub w ruchu – sercem której jest uważność, natomiast drugi kładzie nacisk na „ścieżkę bezpośrednią”, czyli opartą na koncentracji medytację siedzącą. Obie medytacje muszą się w końcu spotkać, jednak, co warto mieć w pamięci, ich źródła nie biją w tym samym miejscu. Ich nurt i wody również są odmienne. Inna kwestia: medytacja rozumiana jako droga (praktyka: i uważności, i koncentracji), to wysiłek pokonywania ograniczeń ciała i zakotwiczonych w podświadomości rozproszeń umysłu; medytacja jako cel podróży (owoc obu praktyk), to bezwysiłkowe, spontaniczne trwanie w „stanie naturalnym”. Jeśli się nie czyni tego typu rozróżnień, można popaść w sprzeczności i pseudoproblemy. A co gorsza, mówić o jednej medytacji, używając słów określających drugą. Co przypomina, ujmując rzecz obrazowo, opisywanie zamku w drzwiach za pomocą terminów specyficznych dla zamku będącego budowlą.

Bhante Henepola Gunaratana: „Medytacja to trudne zajęcie. To z natury samotnicze zajęcie. Jedna osoba walczy z niezwykle potężnymi siłami będącymi częścią struktury medytującego umysłu. Gdy się w to zagłębisz, w końcu uświadomisz sobie szokującą rzecz. Pewnego dnia spojrzysz do wewnątrz i zdasz sobie sprawę z całego ogromu tego, z czym walczysz. (…) Medytacja wymaga energii. Potrzebujesz odwagi, by zmierzyć się z trudnymi umysłowymi zjawiskami oraz determinacji, by medytować mimo różnych nieprzyjemnych stanów umysłu. (…) Podczas medytacji napotkasz problemy. Każdy je miewa. Występują one we wszystkich barwach i kształtach i jedyne, czego możesz być pewien to fakt, że je napotkasz”. Oto niektóre z nich: 1) ból fizyczny, 2) drętwienie nóg, 3) dziwne odczucia, 4) senność, 5) trudności z koncentracją, 6) nuda, 7) lęk, 8) niepokój, 9) nadmierne staranie się, 10) frustracja, 11) niechęć do medytacji, 12) otępienie lub monotonia.

Dilgo Khjentse Rinpocze: „Praktykujecie w zależności od własnego nastroju, jednego dnia intensywnie, drugiego – wcale. Lgniecie do przyjemnych doświadczeń, które powstają, kiedy udaje się wam utrzymywać mentalne uspokojenie, ale kiedy nie udaje się wam spowolnić strumienia myśli, porzucacie praktykę medytacyjną. Nie tak powinno się praktykować. Powinniście utrzymywać regularną [formalną] praktykę niezależnie od stanu, w jakim znajduje się akurat wasz umysł [wiąże się to z niemałym wysiłkiem, bowiem kiedy nie mamy na nią ochoty bądź odczuwamy jakieś dolegliwości, musimy rozproszenia te przezwyciężać; co nawiasem mówiąc zakłada dualizm], każdego dnia obserwując ruch myśli i podążając za nimi do ich źródła. Przede wszystkim nie powinniście oczekiwać, że natychmiast nauczycie się utrzymywać w dzień i w nocy pełną koncentrację. Jeżeli dopiero zaczynacie medytować na naturę umysłu, korzystniej jest wykonywać krótkie, ale częste sesje. Postępując w ten sposób, stopniowo rozpoznacie i urzeczywistnicie naturę umysłu, a urzeczywistnienie to będzie stawać się coraz bardziej stabilne [nakierowanie na cel, determinacja, czas]. W tym miejscu waszego rozwoju myśli stracą swą moc zakłócania i zniewalania waszych umysłów” [na dobrą sprawę dopiero tutaj bezwysiłkowość zaczyna dochodzić do głosu].

Krótko: aby dotrzeć na szczyt, trzeba włożyć w to pewien wysiłek (praktyka); aby jednak podziwiać widok rozciągający się ze szczytu, wystarczy jedynie być i patrzeć, co nie wymaga żadnego wysiłku (efekt praktyki). Jedno (wysiłek praktyki) nie wyklucza drugiego (bezwysiłkowy efekt praktyki). Co więcej, jedno drugie warunkuje. By to dostrzec, nie trzeba na szczęście przechodzić bolesnych inicjacji ani dostępować spektakularnych objawień. Wystarczy zdrowy rozsądek.


 Zobacz profil  
 
Odpowiedz w temacie


Przyjaciele: dobrysennik.pl
Centrum pobierania

Witaj na Naszym forum o tematyce - rozwój osobisty i duchowy. Porozmawiasz tutaj z użytkownikami na tematy niezwykłe. Warto również sprawdzić aktualny horoskop na cały rok 2013 razem z przesłaniem anielskim dla każdego znaku zodiaku! Oprócz tego nasi użytkownicy pomogą zinterpretować twój sen oraz zagłębią Cię w tematykę rozwoju osobistego, spraw związanych z duchowością, jak i również ezoteryką. Sprawdzisz także znaczenie snu w naszym własnym senniku online, w którym podyskutujesz z użytkownikami.
Regulamin, polityka prywatności i kontakt
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group | phpBB SEO | Spolszczenie: phpbb3.pl
Copyright © 2012 by WrotaRozwoju.PL